| << | Maj 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
|
|
|
Nic na siłę
2007-12-10
|
No cóż. Już od dawna nie działam tutaj w czasie rzeczywistym. Mówi się, że lepiej późno niż wcale … no nie wiem. Skoro już wspomniałem o tej mikołajowej imprezie to wypada teraz napisać jak się udała. A udała się, jak zawsze. Wszystko udało się umieścić zgodnie ze scenariuszem. Może przedstawienie szkolnego teatrzyku było trochę za długie i małe dzieci zaczęły się nudzić, ale nie można było przecież skrócić. Mikołaj wszedł tym razem przez balkon, po drabinie (hall jest na I piętrze). Tegoroczny Mikołaj pierwszy raz był „obsadzony” w tej roli i szczerze mówiąc z bliska było widać, że to on bardziej bał się dzieciaków, niż one jego. Owszem, były też płacz i prawdziwe koncerty zawodzenia, bo część dzieci jednak boi się Mikołaja. Jakoś sobie poradził. Na koniec jego wizyty - wiadomo … prezenty. Dzieciaki lubią ten punkt najbardziej. Te prezenty to spore reklamówki ze słodyczami (o wart. 130 zł). Naprawdę dużo samych porządnych słodyczy. Córka zatańczyła swoje solo i zebrała prawdziwe owacje. No właśnie … okazało się, że był to ostatni publiczny występ naszego dziecka. Tak, zrezygnowała z tańczenia. To znaczy nie z samego tańczenia, ale z uczęszczania do szkoły. Na próby chętnie by chodziła, ale na turnieje nie chce już jeździć. Tak się niestety nie da. Rzeczywiście na tych turniejach jest przeokropny bałagan, zamieszanie i trwa to zawsze (z dojazdem) kilkanaście godzin. Ja sam byłem zawsze wykończony po powrocie, choć nie tańczyłem przecież. Co się dziwić dziecku? Jeszcze teraz od poniedziałku do piątku roraty, przedtem różaniec, niedługo już droga krzyżowa, gorzkie żale i tak do maja. Pewnie za kilka miesięcy będzie żałowała, ale na dziś nie chce. Jak skończę pisać, to jadę właśnie oddać jej służbowe stroje i wypisać ją z tej szkoły. Pani instruktor pewnie się zdziwi, ale trudno … nic na siłę.
|
|
Komentarzy:
91
|
|
desant św. Mikołaja
2007-12-04
|
Nieco luzu; w każdym razie dzisiaj, można trochę odetchnąć. Ale nie na długo – jutro odbieram dwie dostawy materiału. Będą dwie dostawy ale w trzech transportach. I znowu urlop … wypoczynkowy hehehehe ;-)) Ale nic to. W czwartek za to czeka mnie „fucha”, ale to już przyjemność raczej. Otóż u nas w firmie co roku 6 grudnia organizowana jest mikołajkowa zabawa dla dzieci pracowników. Organizuje i prowadzi koleżanka od spraw socjalnych, a ja jestem … DJ’em!!! DJ PISARZ hehehehe :-)) A co!!! Jestem tym DJ’em jak gdyby z urzędu, bo nagłośnienie odbywa się na moim sprzęcie. Tak już od kilku lat w to się bawimy. I nie jest to wcale takie „byle co” muszę zaznaczyć. Scenariusz powstaje ze dwa tygodnie: są gry, konkursy, występy szkolnych teatrzyków, zabawa taneczna itd. Dekoracje, oświetlenie … to oczywiste. Nawet dość efektownie to wszystko wygląda w kulminacyjnym momencie. Tym razem będzie też (przed pkt. Taniec z gwiazdami) krótki pokaz tańca nowoczesnego w wykonaniu mojej córki. Będzie krótki ale w pełni „zawodowy” - strój do solówki, fryzura, makijaż i … tata za heblem hehehehe :-)). Pod koniec imprezy desant Św. Mikołaja. I to jest dosłownie desant, bo Mikołaj zawsze wkracza w niecodzienny sposób (przez balkon, przez wyłaz na dach itp.); jak będzie w tym roku to nawet ja sam nie wiem. Oprócz miksowania mam tego dnia jeszcze jedno ambitne zadanie … dmuchanie balonów … niedużo, pewnie z 50 szt. :( Spore przedsięwzięcie logistyczne trzeba przyznać, ale miło potem popatrzeć jak dzieciaki świetnie się bawią. Oby tak było i tym razem.
|
|
Komentarzy:
24
|
|
Wolelibyśmy zapomnieć.
2007-11-26
|
Odwykłem już trochę od pisania tutaj, ale jednak coś ciągnie. Niewiele się zmieniło. Cały czas załatwianie, zamawianie, odmawianie itd. Na samej budowie bez rewelacji. Od jutra majster zaczyna szalunki pod ławy i wtedy zacznie już być coś widać. Trochę posypało śniegiem, ale murarz twierdzi, że nie jest to żadna przeszkoda. Oby nie zmienił zdania ;) O turnieju tańca miałbym do napisania znacznie więcej, ale szczerze mówiąc chcemy o nim jak najszybciej zapomnieć. Turniej wielki (441 nr startowych). Olbrzymich sukcesów w żadnej z kategorii nie zanotowaliśmy, ale nie było też najgorzej. Kiedy wracaliśmy, wydarzyło się coś … Była już niedziela (godz. 0.45), koniec podróży. Autokar miał właśnie zjechać z obwodnicy i po ok. 200 m przekroczyć granicę naszego miasta. Zatrzymał się na moment na skrzyżowaniu na wydzielonym pasie do skręcania w lewo, aby ustąpić pierwszeństwa pojazdowi z przeciwka i w tym momencie pędząca za mami ciężarówka roztrzaskała lusterka w naszym autokarze. Kierowca ciężarówki nie zwolnił nawet. W chwilę potem samochód zniknął za łukiem drogi. Wygląda na to, że w momencie tego zdarzenia kierowca TIR’a zasypiał za kierownicą lub właśnie się przebudził. Nie idzie inaczej wytłumaczyć obecności pędzącej ciężarówki na pasie do skręcania w lewo. Prawdopodobnie pojedyncze centymetry dzieliły nas od … W autokarze było prawie 50 osób: instruktorka, 7 opiekunów, a reszta to dzieci. W niedzielę rano w telewizji pokazywali wypadek autokaru na Podkarpaciu. Oni też wracali z turnieju. Mieli mniej szczęścia.
|
|
Komentarzy:
21
|
|
A może nie bez znaczenia było niemiecko brzmiące nazwisko ?!
2007-11-20
|
No cóż … muszę się przyznać, że ostatnio prawie wcale tu nie zaglądam. Kiedyś w pracy, chociaż można było kliknąć tu i tam na chwilę, ale teraz nie ma nawet mowy (syndrom końca roku). W domu i owszem … wieczorem zasiadam do komputera i przeglądam mnóstwo różnych stron, ale to głównie blogi podobnych nieszczęśliwców, strony hurtowni materiałów budowlanych, elektrycznych, itp. Casting na majstrów dawno już zakończony i wygrał wiadomo … najdroższy (ale pozornie tylko najdroższy). Jak na razie, na placu w zasadzie tylko ja jestem jedynym „pracownikiem”. Ekipa zaczyna w poniedziałek. Sporo drobiazgów jest do zrobienia, a o 16-tej już ciemno! Pozostają soboty i niedziele i … urlopy. Moim zasadniczym zadaniem było przekopać się do pobliskiego zakładu produkcyjnego ( pobliskiego … hehehe … 130 m!;-) w celu podłączenia tymczasowego zasilania energią elektryczną. Sprzęt ciężki nie wchodził w grę. To kopanie zajęło mi ostatnie trzy dni (z niedzielną przerwą na zbicie temperatury ;). Przy tej okazji zawarłem znajomość (bardzo sztywną, co prawda, ale jednak znajomość) z właścicielem zakładu, który użyczy prądu. Okazał się cudzoziemcem: w połowie Szwedem, w połowie Niemcem. Mam, więc pierwszego sąsiada. Bardzo przychylny i nie robi sztucznych problemów (bariery językowej nie ma, bo biegle mówi po polsku (ale jednak od razu słychać, że … coś nie halo;)). Muszę zaznaczyć, że to on pierwszy wyszedł z tezą, że my sąsiedzi musimy sobie pomagać! Wydaje mi się, że nie bez znaczenia było również moje niemiecko brzmiące nazwisko, ale … co tam :) Elektryk w tym zakładzie też okazał się być „normalnym chłopem” i jak na razie idzie gładko. Nie chcę już więcej zanudzać, bo to materia na blog budowlany raczej. W każdym razie mamy teraz taki moment „rozruchowy” i na razie cały czas tylko zakupy (czyt. płacenie, bo materiału nie widzisz .. ma być hehehe:), negocjacje, telefony … bleeee :( Ale nie samą budową jednak żyjemy. Żyjemy w miarę normalnie, tylko tak „w skrócie”. I turniej już za kilka dni. Dla mnie to będzie szczyt lenistwa (wyjedziemy ok. 7.30 i wrócimy późnym wieczorem … będę zupełnie poza zasięgiem;). Pani instruktorka nie dołożyła na szczęście dodatkowych zajęć między planowymi próbami i dało się jakoś przeżyć. Fakt, że i przygotowanie będzie w związku z tym „nie to”, ale cóż … nie można mieć wszystkiego. Dzieciaki i tak zawsze się cieszą jak jedziemy na duży turniej … a że łzy porażki i rozczarowania znowu będą? … był czas przywyknąć …
|
|
Komentarzy:
21
|
|
Sprawozdanie
2007-11-10
|
Niniejszym zamieszczam krótkie budowlane sprawozdanie; tym teraz żyję. Wiem, że pewnie mało kto dotrwa do końca, ale to tak dla ciekawych raczej (* pozdrowienia dla wcale nie upierdliwej ;-) Na razie „idziemy z planem”. Co prawda plan nie był zbyt napięty, ale jednak zawsze to plan. W każdym razie miało się dzisiaj odbyć wytyczenie budynku i odbyło się. Koledzy geodeci zrobili mi to wytyczenie „za uścisk dłoni”. Fakt, że resztę dnia odrobiłem z nimi w terenie, ale przecież moja robota nie była tyle warta, co ta usługa. Tak czy inaczej parę złotych zostało w kieszeni, a i ja się trochę „przewietrzyłem” (no powiedzmy, że przewietrzyłem – 42 kamienie były do zakopania na dwóch operatorów szpadla!!!). Cały czas trwają jeszcze negocjacje z murarzami. Mamy trzy ekipy. Jeden to typowy majster (czyt. pijaczyna), ale za to tani i jednak muruje od wielu, wielu lat z dość dobrym skutkiem; drugi to dużo solidniejsza firma, ale już droższy (ostatecznej ceny jeszcze nie znamy, poda jutro) i trzeci – to prawdziwy wirtuoz – ale też najwyżej się ceni. Jesteśmy właśnie po trzeciej z nim rozmowie i z 55 tys. robocizny za stan surowy zrobiło się 50 tys. (ale z całym dachem, kominami, posadzkami, dociepleniem i dekarką). Te dwie ostatnie ekipy mogą zacząć prawie od zaraz i między nimi tak naprawdę tylko się zastanawiamy. Chodzi o czas, bo czas to pieniądz i chcemy wykorzystać ten moment w roku, kiedy materiały są najtańsze albo inaczej może … nie najdroższe. Do lutego, marca mielibyśmy pewnie i inne ekipy, ale materiał już wtedy pójdzie. W PLN wyjdzie to samo i tylko stracimy na czasie. Poza tym trzeba jednak „próbować” żyć normalnie. Zasypianie dość dobrze mi idzie, ale już tak o 4-tej, 5-tej – oczy jak cebule i mózgownica rusza. Nic na to nie poradzę, trzeba się przyzwyczaić. Podkrążone „cebulowe” oczy uroku nie dodają, ale co tam … ślicznotą nigdy nie byłem, to i nikt nie zauważy hehehe :-)) Jeszcze do tego 24-tego listopada mamy kolejny turniej tańca i też trzeba to będzie jakoś pogodzić (bo co dziecko winne, że rodzice chałupę budują, nie?). Dotąd próby były normalnie, 2 razy w tyg., ale już od środy pewnie się zmieni, a potem to już codziennie. Tak sobie myślę … a może żona chwyci w końcu za kółko? Nie, no bez przesady … aż takich cudów się nie spodziewam hehehehe :-)). Hmm … fajnie byłoby już być emerytem … byłby czas na wszystko. A mogłem cholera zostać w wojsku … już prawie byłbym emerytem …
|
|
Komentarzy:
35
|
|
Tylko wzmianka
2007-11-07
|
Dzisiaj tylko wzmianka. Rusza budowa. Rusza w sobotę i na razie ma trwać do „minus 10 stopni”, a potem zobaczymy. Szaleństwo do kwadratu! Tyle do załatwienia w ciągu zaledwie kilku dni. No ale nikt nie mówił, że będzie łatwo … przeżyjemy … może. Jeszcze szpadel nie wbity nawet, a ja już muszę brać urlop … co to będzie dalej??? Jak już będzie o czym i czasu trochę się znajdzie to może napiszę małe sprawozdanie. |
|
Komentarzy:
24
|
|
Kiepskie małżeństwo
2007-10-29
|
No tak … żeby zbyt różowo nie było. Nasza córka coraz częściej przynosi ze szkoły prawdziwe dramaty. Nie są to dramaty związane z nauką, ale jednak dramaty są i to poważne. Nasza mała i jej koleżanki z klasy siłą rzeczy stają się powoli małymi kobietkami … ze wszystkimi tego konsekwencjami. Już takie małe dziewczynki snują intrygi, tworzą „krucjaty przeciwko …” zawiązują koalicje i tym podobne przedsięwzięcia. O chłopakach nie ma prawie mowy … dla 7, 8 letnich dziewczynek chłopaki to jeszcze przedstawiciele zupełnie innego gatunku ssaków. Chyba najpoważniejszych problemów przysparza córce jej koleżanka z ławki. Znają się już od przedszkola, my ją znamy … i rodziców znamy … Nasza córka często bywa u tej koleżanki i u nas nie rzadziej się spotykają, i wtedy – jak są same ze sobą - wszystko jest w porządku: bawią się świetnie, odrabiają lekcje, mają gotowe plany na jutro… W szkole jednak – wśród innych koleżanek – stają się innymi osobami. Są jak kiepskie małżeństwo. Nasza córka nie nawykła do wyśmiewania, prześladowania, nie umie się w tym znaleźć; problem jednak jest. Tłumaczymy dziecku, że tak to już w szkole jednak będzie (w dziecięcym języku tłumaczymy). Jednak na razie średnio to do niej trafia. Nie rozumie jeszcze, że człowiek miewa dwie twarze; nie może sobie tego w swym małym rozumku wytłumaczyć. Mogłaby zasiąść w ławce z kimś innym, ale jej samej nie przychodzi to jeszcze do głowy, a my nie podpowiadamy takiego rozwiązania. Trudno … w dorosłym życiu nie będzie mogła tak po prostu się „przesiadać” i musi nabierać odporności już teraz. Poza tym ta koleżanka to wspaniały dzieciak, tylko nie spełniła oczekiwań naszej córki. Może gdzieś w inny domu toczą się podobne rozmowy o naszym dziecku, ale … pewnie nigdy się o tym nie dowiem … |
|
Komentarzy:
28
|
|
"Kwestionariusz"
2007-10-27
|
No dobra, bez wstępów. Wypełniam ten formularz jak leci
Imię: mam … ale go nie lubię
Nazwisko: w tłumaczeniu na język naszych wieszczów jest imieniem
Wiek: 71 to nie mój wiek, a rocznik
Kolor oczu: jak długo siedzę przed monitorem to czerwone :-) tak naprawdę nieokreślone, szare
Rodzeństwo: jest, najlepsza siostra (hmm … najlepsza bo jedyna ;-)
Pearcing: bez żartów, cenię sobie ciągłość skóry
Tatuaż: nie przewiduje się
Ulubione perfumy: nie dotyczy; woda toaletowa le coupe, dark cruiser i generalnie „denimowe” klimaty
Ulubiony film: polskie: wszystkie w których znajdę Zamachowskiego, starszego Pazurę, Kondrata i Szturów; zagraniczne: mało oglądam, nie mam wyrobionego zdania
Ulubiony program TV: obecnie Szymon Majewski Show
Ulubiony napój: jeżeli wg kryterium czego najwięcej piję to woda, bo na samym piwie się nie da hehe :-))
Ulubiony lokal: dopiero w budowie ;-)
Ulubione święto: święto lasu :-)
Nie lubię: szparagowej, poważnie !
Ulubiony kolor: raczej kość słoniowa niż złoto (w tym kierunku mniej więcej)
Szkoła podstawowa: ale o co chodzi? (w każdym razie mam dyplom :)
Szkoła średnia: jw
Ulubione zespoły: włączcie Trójkę
Rydzyk to: V władza w RP
Dewiza życiowa: nie szkodzić (po pierwsze)
Moje pozytywne cechy: jakiś narcyz to układał?!?
Cechy których szukam u mężczyzn: nie wybrzydzam - mało nas, musimy się szanować :-)
Cechy które cenię u moich przyjaciół: wystarczy, że są (o ile są)
Marzenie: realne – dom (zezw. na budowę już jest :-)
Słowa których nadużywam: dobre słowa? … żartowałem, jeśli tak to nie wiem nawet
Ponad wszystko nie toleruję: nie jestem chyba aż tak radykalny
Jesteś w centrum uwagi czy podpierasz ściany?: przechodzę przez centrum gdy zmierzam do przeciwległej ściany
Punktualna czy często się spóźniasz?: to zależy od zegarka ;-)
Czy płakałaś kiedyś przez faceta?: tak, w piaskownicy obowiązywały twarde zasady
Czy chcesz wziąć ślub?: nie, już nie ;-)
Czy chcesz mieć dzieci?: no chcę i mam
Jak dasz im na imię?: no dobra – Jacek i Agatka ;-)
Co zrobisz, gdy dorośniesz?: spodziewam się spoważnieć trochę
Czy wyznałaś miłość plakatowi?: jeesssu kto to pisał?
Gdzie lubisz spędzać wakacje?: słona woda (ostatecznie słodka)
Czy farbowałaś włosy?: można tak powiedzieć – gipsem z sufitów, wiele razy
Czy wdałaś się kiedyś w bójkę?: w każdym razie nie odkąd odpowiadam karnie
Co robisz w soboty?: przeważnie rozplątuje łańcuszki, głupie pytanie …
Co robisz w niedzielę?: kościółek, obiadek, hipermarkecik – to nie zasada, ale tak najczęściej
Miałaś problem z policją?: „nie miałam”, stłuczki nie liczę
Czy kiedykolwiek zasnęłaś na lekcji?: no masz! … a kto by nie zasnął w wieczorówce?
Czy złapały Cię kiedykolwiek kanary bez biletu?: Złapały i to z biletem, ale nie skasowanym. Wiozę duży karton … tłok, nie ma gdzie postawić … bilet w kieszeni, ręce zajęte … bilety proszę … hehehe i weź się człowieku wytłumacz :-)
Zawartość Twojej torebki: do roweru torebka nie pasuje, wożę plecak, a w nim żarło na osiem godzin ciężkiej, morderczej, wyczerpującej biurowej pracy ;-)
|
|
Komentarzy:
31
|
|
Gapa
2007-10-25
|
Nie ma to jak ubawić się raz na jakiś czas ze swoich własnych wyczynów. Ostatni mój „POPiS” powala na kolana po prostu. Sprawa właściwie z przedwczoraj, ale nie było sposobności wcześniej napisać. Od mniej-więcej od pół roku jeżdżę z nieukrywaną przyjemnością naszym nowym samochodem (no prawie nowym, w każdym razie daleko mu jeszcze do pełnoletniości). A że mocny, duży i wygodny – przyjemność tym większa. A już chyba największa z jego zalet to, że jeździ na gazie i ta jazda wychodzi stosunkowo tanio (czy nie drogo raczej). Do tego biały, a białe jak wiadomo się nie psują … tak w każdym razie gdzieś słyszałem i od razu w to uwierzyłem (wiara czyni cuda, nie? ;) To było w piątek. Jechałem sobie spokojnie skądś tam i nic nie zapowiadało kłopotów. Po jakimś czasie jednak poczułem nierówną pracę silnika, kilka szarpnięć i w parę chwil samochód padł. W zasadzie nie była to wielka tragedia, bo można było jechać dalej na benzynie, ale co tu ukrywać … przed oczami przeleciało mi parę stówek honorarium dla mechanika-gazownika. No cóż i białe nie pomogło … pomyślałem. Próbowałem jeszcze kilka razy uruchomić na tym gazie … może zaskoczy? Nic z tego. Cóż było robić? Umówiłem się z gazownikiem na pierwszy wolny termin. Pan majster oglądał, sprawdzał, marszczył czoło i … nic nie mówił. Jeszcze raz powtórzył te same czynności, wyprostował się i przemówił: - Nie ma gazu panie, trzeba zatankować …
|
|
Komentarzy:
32
|
|
Znowu do tablicy
2007-10-22
|
To powybieraliśmy sobie. Czy dobrze? Nieprędko się pewnie okaże. Ale ja wcale nie o tym chciałem. Może to i nie najlepszy moment, ale nie ukrywam, że liczę trochę na niską frekwencję hehehe :-)) Kolejny raz zostałem wezwany do tablicy (mam nadzieję, że już ostatni raz w tym półroczu szkolnym proszę PAANIII !!!) Mam się wypowiedzieć czym jest dla mnie kobiecość. Hmm … trudno to wyrazić, napisać … to się po prostu wie. Gdybym był pisarzem to pewnie byłoby mi pewnie łatwiej hehehe :-)) Model medialny? Jednak nie. Powierzchowność jest ważna, bardzo ważna, niezwykle ważna, ale to tylko jakaś część. Choćbym nie wiem jak się przed tym bronił, to jednak kobiecość dla mnie w dużym stopniu pokrywa się z moim ideałem matki – ciepło, czułość, wrażliwość, opiekuńczość (odkrywcze nie?). Przy czym według mnie nie trzeba być matką, aby być kobiecą w ten sposób, a wielu matkom z kolei do kobiecości daleko. Mówimy o pewnym ideale. O powierzchowności właściwie już nic więcej, bo wiadomo, że tu decyduje temperament, indywidualny styl, czy zwyczajna zasobność kieszeni (ze wskazaniem na to ostatnie … hmm). Jednak chyba to ciepło i wrażliwość głównie - tak to widzę. Nie taka „serialowa” wrażliwość tylko w ogóle. I nawet jak kobieta rozpłacze się rzewnie po obejrzeniu, czy przeczytaniu romansidła lub doniesienia o ludzkiej krzywdzie, a w chwile potem sięgnie po faktury i rachunki do opłacenia, to w mojej ocenie nie traci na kobiecości. A te rachunki to nie od parady tutaj. To taki „popiół na głowę” z mojej strony, bo kiedyś miałem inne zdanie. Tak więc przede wszystkim jednak ogólnie pojęta wrażliwość, która ma odróżniać kobiety od twardych, nieczułych i wyrachowanych facetów , do których i ja siłą rzeczy się zaliczam ;)
|
|
Komentarzy:
28
|
|